Start arrow Parlament Europejski arrow Parlament UE arrow Felieton Prof. Genowefy GRABOWSKIEJ - PREZYDENCJA CZESKA A KONFLIKT GAZOWY
  • Polski
  • Angielski
 
 
Felieton Prof. Genowefy GRABOWSKIEJ - PREZYDENCJA CZESKA A KONFLIKT GAZOWY
FELIETON Prof. Genowefy GRABOWSKIEJ - Prezydencja czeska a konflikt gazowy Rosja – Ukraina.
Prezydencja Czech przypada na czas niełatwy dla całej Unii Europejskiej. Kryzys finansowy, energetyczny i recesja gospodarcza są bardziej dokuczliwie niż kiedykolwiek w jej pięćdziesięcioletniej historii. Do tego – czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego i kolejny konflikt zbrojny w strefie Gazy. Czechy, niestety, nie mają w ręku odpowiednich narzędzi, aby się z tymi problemami uporać… bo nie wszedł w życie reformujący Unię traktat lizboński. Unia nie ma więc mechanizmu szybkiego reagowania na sytuacje kryzysowe, nie ma także wspólnej polityki zagranicznej, nie dysponuje skutecznym systemem podejmowania decyzji i co szczególnie bolesne - jej członków nie obowiązuje zasada solidarności energetycznej. I w takiej oto sytuacji przyszło prezydencji czeskiej zmagać się z rosyjsko-ukraińskim konfliktem wokół gazu, konfliktem pozornie dwustronnym, którego skutki boleśnie odczuwa cała Europa.
Nikt, także prezydencja czeska, nie przypuszczał, że konflikt między dwiema prywatnymi firmami (ukraiński Naftohaz i rosyjski Gazprom) może zagrozić dostawom gazu do Unii Europejskiej. Niestety w ciągu kilku pierwszych dni prezydencji, Czesi musieli spojrzeć na ten konflikt inaczej.
Dostawy rosyjskiego gazu przez Ukrainę do UE zostały wstrzymane 7 stycznia br. Rosjanie tłumaczyli, że do odcięcia dostaw zmusiła ich Ukraina podkradając paliwo. Ukraińcy z kolei tłumaczyli, że z gazu przeznaczonego dla innych państw europejskich zabierają tylko tzw. gaz techniczny, niezbędny do utrzymania gazociągu. Wnosili też o ustanowienie unijnych obserwatorów, którzy monitorowaliby przepływ rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Występując w Parlamencie Europejskim, wice-premier Czech, Alexander Vondra, tak skomentował ograniczenia w dostawach rosyjskiego gazu: "nawet lata zimnej wojny nie postawiły nas przed groźbą całkowitego odcięcia dostaw, z którą musimy się zmierzyć dzisiaj".
Prawna możliwość wpływu Unii na strony konfliktu była w tej sprawie poważnie ograniczona. W rzeczywistości politycznej liczy się jednak opinia UE, jako największego europejskiego partnera obydwu stron, a także perswazyjny wydźwięk negocjacji oraz końcowy komunikat reprezentującego UE premiera Topolanka. Nie pozostawiały one wątpliwości, że Unia traci cierpliwość, zwłaszcza że "postraszyła" strony sporu poważnymi konsekwencjami, jeśli konflikt nie zostanie rozwiązany.
 
Unia Europejska przyjęła wobec konfliktu gazowego postawę ... salomonową. Nie szukała i nie wskazywała winnego, nie dała się uwikłać w dwustronny, rosyjsko-ukraiński spór, ale konsekwentnie i głośno żądała wywiązania się z zawartych umów i wznowienia dostaw gazu na terytorium UE. Pojawiły się nawet groźby wyciągnięcia konsekwencji prawnych z tytułu niewykonania tych umów, co oznaczało wystąpienie na drogę sądową z roszczeniami odszkodowawczymi. Przewodniczący Komisji Europejskiej, M. Barroso ostrzegł publicznie Rosję i Ukrainę, że jeśli "umowy sponsorowane przez UE nie będą honorowane, to KE będzie radziła firmom europejskim, żeby zaskarżyły tę sprawę do sądu”.  
 
Negocjacje Julii Tymoszenko z Mirkiem Topolankiem, premierem Czech, sprawującym przewodnictwo w UE, zakończyły się w 18 stycznia nad ranem. Ukraina spełniła wszystkie warunki, by Rosja mogła wznowić przesyłanie gazu przez jej terytorium do państw Unii Europejskiej. 22 unijnych obserwatorów (przedstawiciele firm gazowych z krajów UE oraz urzędnicy Komisji Europejskiej, z Filipem Cornelisem, jako szefem) będzie sprawdzać, czy ilość gazu wtłoczonego przez Rosjan na granicy z Ukrainą odpowiada objętości, która wypływa z ukraińskiego systemu przesyłowego do odbiorców w UE.
 
Wiele do wygrania, ale również stracenia w tym konflikcie ma także Rosja. Odniesie sukces, gdy przekona Europę, że Gazociąg Północny, w obliczu ukraińskiej niewiarygodności, jest rozwiązaniem optymalnym. W tej sytuacji, projekt Nabucco - jako niebezpieczny "rywal" dla Gazociągu Północnego - będzie przez nią torpedowany. Na szczęście sam konflikt raczej nie przyczynił się do wzmocnienia wizerunku Rosji, jako wiarygodnego partnera gospodarczego. Państwa członkowskie UE zaczęły myśleć i działać na rzecz zabezpieczenia sobie źródeł gazu, innych niż rosyjskie.
Konkludując trzeba postawić pytanie: jakie wnioski, co do bezpieczeństwa energetycznego oraz dywersyfikacji źródeł energii, wyciągnie Unia z tego konfliktu?
Reakcje poszczególnych państw członkowskich przyszły zaskakująco szybko. Np. Słowacja, najbardziej dotknięta kryzysem gazowym, nie bacząc na zobowiązania przedakcesyjne, już ogłosiła, że przywraca do działania zamknięty reaktor atomowy. Premier Słowacji, Robert Fico, podczas spotkania z Tymoszenko powiedział: "nie interesują nas wasze stosunki z Rosją. Interesuje nas, byśmy mieli gaz”. Także Bułgaria zamierza poprosić UE o pomoc w wysokości 900 milionów euro na budowę odgałęzienia gazociągu Turcja-Grecja-Włochy, którą (na razie do Grecji, budowa odcinka do Włoch ma ruszyć w tym roku) płynie nadkaspijski gaz.
Nasiliły się żądania uruchomienia projektu gazociągu Nabucco, który zapewniałby przesył gazu z Azji Centralnej do Europy...z pominięciem Rosji. Nabucco ma liczyć 3300 km i biec przez terytorium Turcji, Bułgarii, Rumunii i Węgier, z końcówką w Austrii. Rurociąg ten zaopatrywałby Unię w gaz pochodzący znad Morza Kaspijskiego i z Azji Środkowej. Koszty budowy Nabucco szacuje się na 8 miliardów euro. Wciąż nie jest jednak jasne, kto zapełni go surowcem. To w Turkmenistanie odkryto ostatnio nowe wielkie złoża gazu (ok. 18 bln m3). Ale Europejczycy muszą się spieszyć, aby kontraktu z Turkmenami nie zawarli Rosjanie, którzy chcą puścić pod dnie Morza Czarnego konkurencyjny dla Nabucco gazociąg o nazwie South Stream.
 
Na skutek kryzysu gazowego Europa zaczęła głośniej mówić o potrzebie szybkiego wejścia w życie traktatu lizbońskiego, który - z inspiracji Polski - uwspólnotowia politykę energetyczną i wprowadza zasadę solidarności energetycznej. Podkreślano przy tym potrzebę budowy odpowiedniej infrastruktury, w tym połączeń między sieciami gazowymi państw członkowskich, zwiększenie pojemności zbiorników gazu, a także zróżnicowanie źródeł dostaw i dróg transportu gazu. Żadne państwo członkowskie UE już nie neguje potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Więcej - bezpieczeństwo energetyczne staje się w Europie problemem strategicznym numer 1.
 
Rosyjsko-ukraiński kryzys gazowy pokazał jak bardzo we współczesnej Europie polityka splata się z gospodarką. Już nie armia i nie armaty, ale zwyczajny kurek z gazem może być skutecznym narzędziem i celną bronią w polityce europejskiej na początku XXI wieku.
 
Czy w tej sytuacji doktryna suwerenności, tak jak w XVI wieku sformułował ją i ogłosił Jan Bodin, pozostaje ciągle aktualna i czy nadal warto za nią (niczym za przysłowiową Niceę) umierać? Ponadto, ten kryzys uzmysłowił chyba wszystkim Europejczykom jak trafne były słowa, które Bill Clinton kazał zawiesić na początku kadencji w swoim gabinecie: Gospodarka, głupcze!
 
 
 
Top!
Top!